sobota, 18 października 2014

Nagrodzony - rozdział trzeci

Sporo osób zauważyło moją nieobecność. Nawet nie wiem od czego powinienem zacząć. Gdzieś po drodze zgubiłem tę swoją romantyczną naturę. Nie wiem czego to kwestia. Wygodniej było porzucić część mnie odpowiedzialną za uczucia. Razem z nią przepadła pasja do pisania. Bo pisanie o miłości czy potrzebie kontaktu z drugą osobą, kiedy samemu się tego nie pragnie, jest jak wpieprzanie orzechów, kiedy jesteś na nie uczulonym. 
Nie wiem, na ile wróciła mi chęć pisania. Nie bardzo potrafię powiedzieć, co się ze mną teraz dzieje. Myślałem, że etap dojrzewania mam już dawno za sobą, ale hormony najwidoczniej nadal robią mi papkę z mózgu. 
Nie mogę obiecać systematyczności. Ani wysokiej jakości treści. Ani nawet tego, że dokończę wszystkie opowiadania. Ale obiecuję, że spróbuję i przyłożę się do kontynuowania. 
Przy okazji będę musiał sklecić pracę licencjacką, więc czasu może od czasu do czasu brakować, ale postaram się na bieżąco się odzywać i informować o postępach. Gdyby ktoś miał jakieś pytania/chciał porozmawiać/czy cokolwiek, postanowiłem udostępnić kontakt mailowy. 
urbi4u@gmail.com 

To chyba tyle. Mam jedynie nadzieję, że moje umiejętności pisania nie zardzewiały do reszty przez czas mojej nieobecności - a co za tym idzie, że Wam się spodoba. Jeśli nadal tutaj zaglądacie :)









Nagrodzony - rozdział trzeci

Gdyby brwi na co dzień potrafiły skakać, w mimice Kushiny nie byłoby nic dziwnego. Jednak…nie potrafią. A przynajmniej Sasuke do tej pory nigdy czegoś podobnego nie zaobserwował. Do tej pory.
- Eee…dobry wieczór – powiedział, spoglądając niepewnie na matkę Uzumakiego, latającą po mieszkaniu w samych dresach, z mokrymi, roztrzepanymi włosami i szczoteczką do zębów w ustach.
Zapewne tak właśnie wygląda twarz sarny, tuż przed tym, jak uderza w nią rozpędzony samochód.
Blondyn najprawdopodobniej próbował ukryć rozbawienie zaistniałą sytuacją, ale zdradzały go lekko uniesione kąciki ust.
- Dobly – burknęła Kushina, po czym czmychnęła z przedpokoju, zapewne po to, by się ogarnąć.
- Przynajmniej nie skonfiskowała mi piwa – zauważył blondyn, zdejmując buty. Sasuke poszedł w jego ślady, a kiedy Uzumaki machnął ponaglająco ręką i ruszył ku schodom na górę, postanowił się pospieszyć, by uniknąć ponownego zetknięcia z kierowniczką.
Mimowolnie rozglądał się dokoła, pełen podziwu, ale i zazdrości. Zazdrościł Uzumakim tej przestrzeni i porządku. Kwitnących na parapecie orchidei. Pustego zlewu. Zapachu nie kojarzącego się z alkoholem czy dymem papierosowym.
- Idziesz? – rzucił ponaglająco Uzumaki, zbyt głupi, by dostrzec, jakim pieprzonym farciarzem się urodził.
Kiedy wszedł do pokoju chłopaka, musiał cofnąć swoje przemyślenia na temat porządku. Widocznie do tego pomieszczenia zbawienna moc porządkowania pani Uzumaki nie docierała. Nie było aż tak źle, było po prostu normalnie. W sumie niczego innego nie spodziewał się tutaj zastać. Meble w kolorze ciemnego brązu, biurko pod oknem, na nim lampka, obklejona żółtymi karteczkami samoprzylepnymi, kubek z niedopitą herbatą i, o dziwo, trochę rozrzuconych podręczników. Zupełnie, jakby zdarzało mu się coś przeczytać.
Poza biurkiem, była tu jeszcze komoda, szafa, szafka nocna, no i łóżko. Zaskakująco duże, jak na jednego chuderlawego Uzumakiego.
Uzumaki rozpakował piwa, siadając przy biurku i sięgając po pilota od odtwarzacza. Włączył go tak, że z głośników sączyła się cicha muzyka.
- Fajny pokój – mruknął brunet, podchodząc do komody i oglądając ustawione na niej zdjęcia. Blondyn wstał ze swojego miejsca i stanął tuż za plecami Uchihy.
- Dzięki. Sorki za lekki bałagan.
- Nie mówiłeś, że masz dziecko – zauważył Sasuke, chwytając jedno ze zdjęć i zbliżając je, by się lepiej przyjrzeć.
- To dziecko? To ja – odparł jakby zadowolony z siebie blondyn, chwytając zdjęcie po drugiej stronie i głaszcząc je kciukiem.
- Więc kim jest ten p…po prawej? – zapytał, cudem uniknąwszy wypalenia z ,,przystojniakiem’’.
- To mój tata – odparł cichym tonem Uzumaki, po czym zacisnął usta w wąską linię.
Uchiha uniósł wzrok ku górze, po raz kolejny nie potrafiąc uwierzyć, że taki z niego debil.
- Wygląda jak ty – powiedział, czując na szyi ciepły oddech chłopaka, posyłający dreszcze wzdłuż jego pleców. Powinien go teraz spić i wykorzystać, a nie lecieć na jego ojca.
- Wiem – mruknął, wypuszczając wstrzymywane powietrze. – Byłoby łatwiej, gdybym nie był aż tak podobny. Ilekroć ktoś z jego dawnych znajomych mnie widzi, od razu wypomina mi, jak to wyglądam kropla w kroplę jak ojciec, którego nawet nie pamiętam zbyt dobrze.
Czy można kogoś zasmucić tak bardzo, że potem z rozpaczy wskoczy ci do łóżka?
Nie mógł uwierzyć, że taka myśl znalazła się w jego głowie. To nie było profesjonalne zachowanie. Co z trzymaniem się z daleka od rzeczy nieosiągalnych?
Ogarnij się, bo popełnisz błąd, idioto.
Odłożył zdjęcie i chwycił kolejne.
- A to kto? – próbował zmienić temat, by jakoś oderwać Uzumakiego od smutnych wspomnień.
- Kolejny relikt z przeszłości – bąknął, zabierając mu zdjęcie z dłoni i odkładając na komodę. Potem odsunął się od bruneta i porwał jedno piwo z biurka, by potem usiąść na łóżku po turecku i przyglądać się Sasuke.
Przez moment brunet czuł się skrępowany. Nie lubił takich sytuacji, w których panuje krępująca cisza, a nie masz pojęcia, jak mógłbyś nadać nowy tor rozmowie.
Po chwili zabrał piwo i siadł tak jak Uzumaki, skierowany do niego twarzą. Ich kolana stykały się delikatnie.
Otworzył swoją puszkę i stuknął się nią z blondynem, po czym wziął spory łyk. Może jak się upije, to znajdzie z chłopakiem jakiś wspólny język.
- Wyglądałeś, jakbyś potrzebował wyrwać się z domu – zauważył Naruto, stukając palcem w puszkę. Spoglądał w oczy bruneta tak intensywnie, że nie przyszło mu nawet na myśl odwrócenie wzroku od jego spojrzenia.
Myślał chwilę nad odpowiedzią, po czym po prostu rzucił krótkie ,,tak?’’.
Blondyn pokiwał głową.
- Widocznie potrzebowałem.
Miał jeszcze dorzucić, że nie wszyscy mają taki wspaniały ciepły dom jak on, ale po całej rozmowie na temat jego ojca, nawet jemu wydawało się to zbyt chamskie. Nie wiedział dlaczego, ale poczuł się tak, jakby Uzumaki go zaatakował. Widocznie niezbyt radził sobie z okazywanym współczuciem.
- Jak chcesz, możesz zostać na noc – zaproponował Uzumaki, na co Sasuke skrzywił się niemal niezauważalnie.
- Dzięki, ale poradzę sobie.
Uzumaki upił trochę swojego piwa, wpatrując się w widoki za oknem.
- Przepraszam.
- Za co? – zapytał, wpatrując się w dłonie chłopaka, obejmujące puszkę.
Blondyn wzruszył ramionami.
- Nie powinienem był czytać twoich akt. Wiem, że byłeś zły, a nie chciałbym skończyć jak tamten koleś, który wtargnął do ośrodka… - zażartował, wymuszając na ustach sztuczny uśmiech.
- Nigdy bym cię nie uderzył – odparł stanowczo Uchiha, czym przykuł do siebie uwagę chłopaka.
- Dlaczego? – zapytał niepewnie, tak cicho, że Sasuke nie był pewny, czy zwyczajnie się nie przesłyszał.
- Nie biję kobiet – odparł wymijająco, próbując w ten sposób zażartować. Uzumaki zaśmiał się, wodząc opuszkami palców po puszce.
Chryste Panie.
- Mogę o coś zapytać? – zaryzykował po chwili Uzumaki, przygryzając dolną wargę i opuszczając wzrok na swoje dłonie.
- Niech stracę.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Określ, co dokładnie.
- Zdemolowałeś sklep i pobiłeś kasjera – odparł na jednym tchu, nieco drżącym głosem.
- Czy ty się mnie boisz? – zapytał, nim zdążył ugryźć się w język. Po chwili wahania blondyn zaprzeczył ruchem głowy, ale, zdaniem Sasuke, chwila trwała zbyt długo.
- Powiedział, że będzie mi dłużny grosik, bo nie miał jak wydać – rzucił beztrosko Sasuke, zachowując kamienną twarz i upijając trochę piwa.
- Nie cierpię tego – potaknął Uzumaki, a kąciki jego ust podniosły się niepewnie. Brunet wyszczerzył się na moment w szerokim uśmiechu, wywołując u Uzumakiego dziwne spojrzenie. Kiedy przestał się szczerzyć jak głupi, postanowił po prostu powiedzieć prawdę.
- To był mój przyjaciel. Pokłóciłem się z nim, w sklepie. Było tam jeszcze kilku jego kolegów, których zbyt dobrze nie znałem. Nazwał moją matkę kurwą i powiedział, że mój ojciec dobrze postąpił, że nas bił, a w końcu od nas odszedł, zostawiając z długami – mruknął, nie patrząc na Naruto. Pierwszy raz zwierzył się komuś z tego, czego się dopuścił jego ojciec. Nawet Neji’emu nie dał rady. Poszło łatwiej niż myślał.
Zdziwił się, kiedy Uzumaki złapał go za jedną z dłoni obejmujących puszkę. Dotyk chłopaka był pewny, ciepły i kojący. Kciukiem gładził wierzch jego dłoni, siejąc chaos w głowie bruneta.
- Na twoim miejscu postąpiłbym tak samo.
To jedno zdanie wystarczyło, by smutny grymas został zastąpiony delikatnym uśmiechem. Sasuke niepewnie zerknął na Uzumakiego. Chłopak nigdy nie wyglądał na takiego poważnego.
- Dzięki.
- Spoko.
Potem poszło im nieco lepiej. Przynajmniej w kwestii rozmów. Podczas gdy Uzumaki trzymał jego dłoń, zdaniem Sasuke – zbyt długo jak na przyjacielski gest, mózg Uchihy przypominał konsystencją papkę serwowaną starszym ludziom w ośrodku na stołówce.
Co prawda Sasuke nie powiedział wszystkiego o okolicznościach, jakie doprowadziły do tragedii w jego rodzinie, ale i tak poczuł się nieco lepiej, mogąc nieco z siebie wyrzucić. Na szczęście obyło się bez łez, co pozwoliło zaoszczędzić mu nieco wstydu.
Dowiedział się również, że ojciec Naruto zmarł na raka, kiedy miał siedem lat. Od tamtej pory był tylko on i jego matka. Zauważył też, pełen podziwu, że blondyn radził sobie ze stratą i problemami w zupełnie inny niż on sam sposób. Podczas gdy Sasuke czuł wewnętrzną potrzebę niszczenia i zadawania bólu, prowadzącego w głównej mierze do samodestrukcji, Uzumaki pozwalał innym ludziom wypełniać pustkę i zasklepiać rany. Wydał się sam sobie człowiekiem prymitywnym. Spoglądał na swoje poobijane kostki i na przekór swoim przemyśleniom, czuł się lepiej, gdy pięść nieco piekła, kiedy naciągał zranioną skórę.
Gdy ostatnim razem bił byłego faceta podopiecznej ośrodka, czuł w głowie pustkę, dziwny spokój, na który nie mógł sobie pozwolić w normalnych okolicznościach. Z reguły jego głowę wypełniały myśli. O matce, ojcu, o nim samym. O samotności, duszonej w sobie złości i nienawiści, bezradności. To wszystko odkładało się w nim miesiącami, by w końcu osiągnąć limit. Gdy go przekraczał, kończyło się to z reguły źle.
Dowiedział się również, że ośrodek został założony przez ojca Naruto, a po jego śmierci matka chłopaka zajęła miejsce dyrektora placówki. Poczuł coś na kształt podziwu dla Kushiny. Musiało być jej ciężko po stracie męża. Jednocześnie wychowywała dziecko i prowadziła cały ośrodek. Jako samotna matka z problemami, pomagała innym. Kiedy poruszył ten temat, Naruto jedynie wzruszył ramionami, tłumacząc, że sam większość dzieciństwa spędził razem z nią w ośrodku i po części jest to jego drugi dom.
- I co? Kiedyś przejmiesz pałeczkę? – zapytał brunet, sięgając po kolejne puszki z biurka i podając jedną chłopakowi. Siedzieli w poprzek łóżka, oparci o ścianę. Stykali się w tylu miejscach, że kontakt cielesny przyprawiał bruneta o zawroty głowy.
- Nieee, to nie dla mnie. Zresztą, mama wie. Najprawdopodobniej pójdę na studia. A Ty? Masz jakieś plany? – zapytał.
Sasuke wzruszył jedynie ramionami, bawiąc się puszką.
- Nic sprecyzowanego.
- No weź, na pewno masz jakieś marzenia – burknął Naruto, po czym beknął cicho i zasłonił usta dłonią.
Brunet parsknął śmiechem, krzyżując nogi.
- To tylko marzenia. Z kategorii tych niemożliwych do spełnienia – mruknął cicho, wbijając spojrzenie w przestrzeń za oknem.
- Jak się postarasz, to na pewno się uda – zaoponował Uzumaki buńczucznym tonem. Zupełnie jak dziecko, które nie chce puścić ulubionej zabawki. Czasami potrafił być naprawdę dziecinny.
Chłopak był tak różny od niego samego, a mimo to Sasuke nie pamiętał, by tak dobrze się czuł w cudzym towarzystwie. Jakby nie istniały dla nich granice.
Może to alkohol mieszał mu w głowie. Spoglądając na blondyna, dostrzegł u niego rumieniec pokrywający policzki. Oczy błyszczały się bardziej niż zwykle. I, jeśli to w ogóle możliwe, w stanie upojenia Uzumaki gadał jeszcze więcej niż normalnie. Co było zaskakująco miłe, jeśli by ktoś spytał Sasuke.
- Jesteś pijany.
- Podpity. Co nie znaczy, że nie mam racji – uparł się, kończąc kolejną puszkę. Westchnął głęboko, odkładając ją na szafkę nocną.
- Nie znasz wszystkich faktów, więc nie masz racji.
- To w takim razie uświadom mnie, co takiego pragniesz, że jest nieosiągalne? – zirytował się, marszcząc gniewnie brwi i krzyżując spojrzenie z brunetem. Przynajmniej dopóki Sasuke nie spuścił wzroku na uchylone usta blondyna.
Zrób coś, Sasuke, zanim tępak wytrzeźwieje.
Nie wiedział, który z nich był bardziej zaskoczony. On, bo pocałował blondyna, czy Naruto, bo wpił się w jego wargi z szeroko pojętym entuzjazmem. Cóż, nie tak sobie wyobrażał ich pierwszy pocałunek. Zamiast smaku słodyczy czy owoców, oddech Uzumakiego zionął alkoholem. Usta były nieco spierzchnięte, a sam blondyn nawet nie spróbował oddać pocałunku.
Nawet nie wiedział, kiedy zamknął oczy, ale bał się z powrotem unieść powieki.
- Powinienem już sobie pójść – mruknął chłodno i przemógł się by spojrzeć na Uzumakiego. Chłopak najwidoczniej nie bardzo zrozumiał, co właściwie się stało. Sasuke podniósł się z łóżka i odstawił puszkę na biurko, po czym wyszedł z pokoju blondyna, który w bezruchu obserwował uciekającego bruneta.
- Zajebiście to rozegrałeś. Istny z ciebie geniusz – warknął do siebie, gdy tylko zamknęły się za nim drzwi domu Uzumakich. Ruszył przed siebie, masując dłonią czoło. Nagle cały alkohol z niego wyparował, pozostawiając jedynie wstyd. Jak mógł być tak głupi, żeby ni z tego ni z owego rzucić się na chłopaka? Jak ma teraz odpracować tyle godzin kary, kiedy Naruto będzie niemal zawsze w pobliżu? Gotów, by go wyśmiać i wyzywać od żałosnego pedzia. Pewnie nie minie tydzień, a znajdzie się na językach setek ludzi.
Gdyby był bardziej pijany, mógłby to chociaż zwalić na alkohol. Czemu nie obrócił po prostu tego wszystkiego w głupi żart?
Sam się o to prosił. Miał odciąć się od blondyna, a nie przychodzić do jego domu, pić z nim i rozmawiać o marzeniach. Gdyby chociaż raz postąpił tak, jak należało, wykręciłby się prostym kłamstwem i został w domu, a usta Uzumakiego pozostałyby dla niego tak niedostępne, jak jeszcze przed chwilą.
Trzęsły mu się ręce ze zdenerwowania. Zdał sobie sprawę, że cały ten wieczór był błędem, za który przyjdzie mu słono zapłacić.
Cokolwiek przyniesie jutro, będzie musiał jakoś to znieść. Postara się po prostu unikać sytuacji, w których zostałby sam na sam z chłopakiem.
Nic na niego w domu nie czekało. Poza stertą naczyń do pozmywania. Nawet zerknął w stronę zlewu, ale ponownie wezbrała w nim złość. Zacisnął zęby i ruszył do swojego pokoju, trzasnął za sobą drzwiami, po czym rzucił się na łóżko i schował twarz w poduszkę.

***

Przez całą noc nie zmrużył oka. W głowie miał tysiące myśli, z którymi w żaden sposób nie potrafił sobie poradzić. Napisał kilka wiadomości do Naruto, jednak ani jednej nie wysłał. Prędzej czy później stwierdzał, że dość się zbłaźnił jak na jeden wieczór.
Wahał się, czy w ogóle iść do szkoły. Nie miał na to najmniejszej ochoty, ale ostatecznie poszedł. Potrzebował czegoś, co zajmie jego myśli. Przy okazji spędzi trochę czasu z Hyugą, który najpewniej będzie próbował go pocieszać.
Zajęcia okazały się tak nudne, jak przewidywał. Hyuga co jakiś czas posyłał mu zaciekawione spojrzenia, które Sasuke próbował ignorować. Nie będzie mu się zwierzać w trakcie zajęć, kiedy nieodpowiednie uszy są na nasłuchu. Wystarczy, że w ośrodku będzie się zastanawiać, kto z pracowników wie o jego pedalstwie.
Na długiej przerwie zaproponował Nejiemu, by przeszli się do pobliskiego sklepu.
- Więc, co cię tak trapi? – zapytał brunet, gdy tylko opuścili mury szkoły.
- Pocałowałem chłopaka – odparł po chwili zwłoki, rozpamiętując to, co zaszło poprzedniego dnia.
- O jaaaa, jak mogłeś, ty pedale… - ironizował Neji, uśmiechając się półgębkiem. – Rośnie z ciebie kurewka.
- Kto to mówi – żachnął się Sasuke, parskając śmiechem.
- Eeeej, ja tu się staram oderwać twój tępy umysł od trosk, a ty mnie hejcisz… - poskarżył się Neji, wchodząc jako pierwszy do sklepu. – To co teraz, lodzik? – zapytał, a kiedy Sasuke zrobił urażoną minę, Neji wskazał na lodówki stojące pod ścianą. – Chodziło mi o zakupy, a nie twoje przygody. Duh – stęknął, kręcąc z niedowierzaniem głową.
Ku uciesze Hyugi, policzki Sasuke pokryły się rumieńcem, co zdarzyło mu się dotąd…cóż, nie zdarzyło się coś podobnego.
- Będę o tym opowiadać wnukom – postanowił Neji, wyciągając z lodówki dwa lody.
- Jest środek zimy. Serio będziemy jeść lody?
- Jasne. Kto wie, co jeszcze wczoraj robiłeś, a lody łagodzą podrażnienia – bąknął, wywołując zaciekawienie u ekspedientki w podeszłym wieku. Hyuga posłał jej czarujący uśmiech.
- Jeny, dzięki. Ze wszystkich znanych mi ludzi, nie sądziłem, że akurat ty będziesz kopał leżącego… - mruknął urażonym tonem, odbierając od chłopaka loda i ruszając za nim ku wyjściu ze sklepu.
- Więc, lepiej opowiadaj, jak było? Kto pocałował kogo?
- Ja jego. Było drętwo. Jakby mnie babcia pocałowała w usta – podsumował, rozpakowując loda.
Neji zamrugał gwałtownie, spodziewając się zupełnie innych zwierzeń.
- Och. Więc… Eee…
Sasuke westchnął, unosząc spojrzenie ku niebu.
- Mam przejebane. Pewnie wszystkim rozpowie.
- Bzdura. Nikt się z takich rzeczy nie zwierza byle komu – zapewnił Hyuga. – Próbowałeś z nim porozmawiać?
- To zły pomysł. Czuję się przy nim jak jakiś nabuzowany hormonalnie erotoman, którego IQ można policzyć dysponując jedynie palcami jednej dłoni.
- To może ja z nim porozmawiam? – zaproponował Neji, czym zarobił kolejne cierpkie spojrzenie. – Okey. Zły pomysł. Masz lepszy?
- Muszę odbębnić karę. Będę go ignorować i unikać, starając się nie doprowadzić do naszego spotkania jeden na jednego.
- Geniusz. Prawdziwy z ciebie romantyk – westchnął Neji, zajmując się swoim lodem. – Może po prostu go zaskoczyłeś? Wiesz, ni z tego ni z owego przypuściłeś atak na jego cnotę i może zwyczajnie się przestraszył?
- I co? Może jeszcze powiesz, że w jakimś stopniu odwzajemnia moje uczucia, tylko sam nie wie czego chce i ma mętlik w głowie, a jeśli dam mu czas do namysłu, to kiedyś sam wskoczy mi na kolana?
- To tyle, jeśli chodzi o ciebie. Sasuke Uchiha, urodzony optymista.
- Trzeba patrzeć na świat obiektywnie. Nie mam szans. Spaprałem jakąkolwiek sympatię, jaką mógł mnie darzyć. Jeśli, o dziwo, darzył mnie takową. Teraz następny ruch należy do niego. Jeśli żadnego nie wykona, będzie o tyle łatwiej, że odbębnię wszystkie godziny i znikniemy sobie z życia. Prawdopodobnie więcej się nie spotkamy. Było, minęło.
- Powinieneś był upić go mocniej i wykorzystać. Wtedy nadal byś się bał lub żałował, ale przynajmniej byś sobie pohulał – zauważył beztrosko, wprawiając tym w zakłopotanie Sasuke.
- Nie wiem jak to skomentować – burknął obrażony. Próbował się zwierzyć, co nigdy nie przychodziło mu łatwo, a Hyuga wszystko przerabia na żarty i, najwidoczniej, świetnie się przy tym bawi.
- Wiesz, że chcę cię tylko rozbawić?
- Wiem – mruknął, kończąc jeść loda.
- Nie martw się. Chłopak na pewno z niczym nie wyskoczy. Najprawdopodobniej sam będzie trzymać się na dystans. Z twoich opowiadań nie wygląda na to, żeby był jakimś homofobem.
- Rozum podpowiada mi to samo, ale z drugiej strony strach bierze górę.
- Nie wiem, czego się boisz. Znaczy, no dobra, rozumiem, przecież też to przeżywałem, ale to zupełnie nie ma racjonalnych podstaw. Ludzie z reguły dobrze reagują na takie wieści. No, chyba, że od razu rzucasz się na kogoś i wpychasz język tam, gdzie nie trzeba, ale to inna sprawa.
- Jesteś dziś jak balsam na moje rany. Chodź, zaraz koniec przerwy – burknął z wyrzutem, wysforowując się na przód.
- Oki. Kiedy idziesz do ośrodka?
- Po dzisiejszych zajęciach – odparł niechętnie, marszcząc brwi. – Jeśli będzie źle, czuj się zobowiązany by mnie pocieszać.
- Praca na pełen etat. Super – zironizował.

***

- Dobry – burknął, wchodząc bez pukania do gabinetu Kushiny.
- Wracasz do starych nawyków? – zapytała dyrektorka ośrodku. – Wyjdź i spróbuj jeszcze raz – rozkazała, podając synowi stertę papierów. Uzumaki unikał jego spojrzenia.
- Dziś jest najgorszy dzień mojego życia – oznajmił Sasuke, wbijając spojrzenie w rozkojarzonego blondyna. – Czy możemy udawać, że zapukałem, pani wydała multum poleceń, bym mógł spędzić nad nimi ten dzień, użerając się z jak najmniejszą liczbą osób? – zaproponował sucho, przenosząc na nią spojrzenie.
Przez chwilę zapanowała cisza. Blondyn rzucił mu jedynie przelotne spojrzenie, po czym wyrównał na stole stos kartek i ruszył z nim ku drzwiom. Sasuke odsunął się bez słowa, próbując skupić swój wzrok na Kushinie.
- W takim razie może usiądziesz i porozmawiamy? – zaproponowała po chwili Kushina, podejmując spontaniczną decyzję.
- Wolałbym nie.
- Nalegam – kontynuowała. Przesunęła nogą krzesełko stojące po przeciwnej stronie biurka, po czym wskazała mu je.
Sasuke przełknął ślinę, ale wykonał polecenie.
- Więc?
- Od dzisiaj będzie pani również moim psychologiem?
- Nie. Próbuję być odpowiedzialnym dorosłym, do którego może zwrócić się ktoś potrzebujący pomocy lub porady. Musisz uwierzyć mi na słowo, że mam w tym niemałe doświadczenie. A przede wszystkim, z czymkolwiek się borykasz, pozostanie to wyłącznie między nami.
- Co jeśli zmieni pani do mnie stosunek przez to, co powiem? – drążył temat, stukając nerwowo palcami o kolano.
- Mam nastoletniego syna. Raczej nic mnie nie zdziwi – zapewniła Kushina, uśmiechając się delikatnie.
- Zabawne, że wspomniała pani o nim. Prawdopodobnie się w nim zadurzyłem – rzucił oschle, po czym oblizał spierzchnięte usta. – Piliśmy wczoraj u pani alkohol i pocałowałem go. I, cholera jasna, gdyby to zależało tylko ode mnie, to dałbym upust wszystkim zalegającym w moim ciele hormonom. Kilka razy – ciągnął temat, wbijając zimne spojrzenie w twarz Kushiny. Kobieta na przemian robiła się blada, lub czerwona na twarzy, a jej brwi i oczy totalnie sfiksowały w dziwnym tańcu.

- Tak myślałem – rzucił, odchylając głowę do tyłu. – Kiedy nastolatek mówi pani, że nie chce o czymś rozmawiać, proszę następnym razem zostawić go w spokoju. A teraz, jeśli pani pozwoli, poszlajam się po ośrodku i znajdę sobie jakieś zajęcie – rzucił, po czym wstał pośpiesznie i opuścił pomieszczenie, zostawiając w nim zszokowaną dyrektorkę.

17 komentarzy:

  1. Ta, ta - jasne/ Brak weny i tak dalej. Pewnie za ciastkami się uganiałeś, niedobry Ty!

    Sam w sobie rozdział dobry, wbrew Twoim marudzeniom :'3.

    Niepozpozorny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisz, nawet jakby miało to dlugo trwać, ale kiedyś daj nam rozdzial. :3
    Ten był świetny, czekam na więcej. ^^
    Powodzenia przy pisaniu pracy licencjackiej. :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Nareszcie nowy rozdział, jak zwykle bardzo dobry. Życze dużo weny. Przeprasza, za wszystlie literowki, ale pisze na telefonie ^^

    Yahiko H.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jej w końcu coś nowego. Było cudownie, jak zwykle. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Weny i pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach~ Znów mnie zaciekawiło niemiłosiernie i nie mogę się doczekać kontynuacji~ : 3

    Życzę powodzenia w kleceniu pracy~ :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nareszcie się doczekałam :D
    Mam pytanie kiedy wstawisz resztę rozdziałów do W mroku ciszy ? Nao

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reszta rozdziałów "W mroku ciszy" znajduje się tutaj: http://sasuke-i-naruto-w-mroku-ciszy.blog.onet.pl/

      Usuń
  7. Boskie, tesknilam za tym :3
    Dramatyzujesz za bardzo, bo tekst jest dobry, zabawny i mimo lekkiej zmiany stylu wciąż wielu osobom się podoba :)
    Warto jest czekać na kolejne części, wiec pisz dalej, bez pośpiechu.

    Pozdrawiam i weny życzę =3

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha ha xD Ale zrobił Kushinę! Biedny Naruciak. Teraz mamusia będzie mu też suszyć głowę, spodziewając się po jej reakcji, czymś w stylu "trzymaj się od niego z daleka!". Potrafisz wkopać Sasuke w niezły dołek. Oj potrafisz.
    Idealnie uchwyciłeś to jak bardzo sam Uchiha odgradza się od świata. Przed Kushiną próbuje zgrywać jakiegoś psychopatę i na prawdę nieźle mu to wychodzi.
    Szkoda tylko, że Naruto jest tutaj tak mało wyraźny. Chociaż jak nikt inny skupiasz się na podkreśleniu wyrazistości Sasuke. Trudno sobie jednak wyobrazić, że Naruto, aż tak zatkało, że nie zareagował na ten pocałunek w żaden sposób. No i szkoda, że scena pocałunku została pominięta. Tak jakby czytelnik nie był jej świadkiem, a jedynie został powiadomiony o fakcie. Nie sądzę, żeby to było złe z jakiegoś profesjonalnego punktu widzenia, ale mi osobiście szkoda. Lubię czytać takie rzeczy.
    Może być nieregularnie i pewnie nikt się nie obrazi jak notki nie będą pojawiały się zbyt często. Jednak liczę na to, że zbyt rzadko to też nie będzie. Jesteś jedną z niewielu osób, które w swoich opowiadaniach mają to coś, a poza tym piszą je w tak umiejętny sposób, że nie ma się ochoty przerywać, choćby i między rozdziałami. Mam nadzieję, że jakoś poradzisz sobie z własnymi uczuciami i uda Ci się ponownie nabrać chęci do pisania.
    Pozdrawiam
    N

    OdpowiedzUsuń
  9. Naprawdę chciałam tu napisać coś mądrego... co Cię zainteresuje i w ogóle... ale nie potrafię :(
    Życzę Ci jak najlepiej, więcej odpoczynku i spokoju. Ale! Chciałabym Ci też oddać moją wenę, której prawie nigdy nie wykorzystuję, a Tobie przyda się o wiele bardziej :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział Nagrodzonego, bo kocham to opowiadanie :)
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  10. To było zaskakujące. Warto czekać na takie kawałki, choć szkoda, że nie pojawiają się częściej :D
    No ale jak widać nie zostajemy z pustymi rękami.
    Nie spodziewałam się, że Sasuke złamie się tak szybko, no ale też nie wiem na ile rozdziałów planujesz to opowiadanie, wiec niewiadomo jak szybko/wolno potoczy się akcja.
    A co do Kushiny - bardzo ale to bardzo interesuje mnie jej reakcja. Tak świetnie kreujesz jej postać w tym ficu, że czasem zastanawiam się czemu nie wtyka nosa w jeszcze więcej spraw :P - po za tym Sasuke uprzedzał, że czasem nie warto pytać. Sama się o to prosiła.
    No i nie wiadomo co sam Natuto o tym wszystkim myśli. Dużo nam tu zagadek zostawiłeś po tym kawałku lektury. Oby jak najszybciej się wszystko wyjaśniło.

    Powodzenia przy pisaniu pracy licencjackiej. Mnie na razie czeka zło w postaci wymyślania o czym chce pisać i skleceniu jakiegoś ogólnego zarysu. Ale poradzisz sobie, będzie dobrze.

    Pozdrawiam i życzę Ci by Twój romantyzm do Ciebie powrócił. Wtedy się ze mną nim trochę podzielisz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak długo było trzeba czekać u.u Mam nadzieje, że teraz zajmie to krócej, bo w takim momencie skończyłeś ten rozdział, że nie mam pojęcia, czy czekać, czy się domyślać co będzie dalej x'd
    A teraz tak dodam tu moje gorzkie żale: czemu Naruto unikał spojrzenia, widać, że blondynka ;_; Pomijając fakt, iż obraziłam samą siebie, to kontynuuje x'D : mam tylko nadzieje, że nic nigdy nie zajdzie pomiędzy Neji'm i Sasuke np.: po pijaku ;-; Tego byłoby już za wiele w internetach xd
    Rozdział bardzo mi się podoba i czekam na następny ;d

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja to po prostu uwielbiam jak Ty piszesz. Robisz to niesamowicie dobrze. Nie wiem jak Ci się udaje doprowadzić moje emocje do takiego stanu ale dzięki Ci za to, że mogę to czytać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pewnie mnie nie pamiętasz, więc żadnych wylewnych powitań nie będzie, chociaż już troszkę czasu nie wchodziłam na tego bloga ^^" Za to już dłuuugo czytam Twoje teksty, chyba jeszcze jak pisałeś na starym blogu to już byłam :P
    Aż jęknęłam, gdy zobaczyłam datę, kiedy to dodałeś. Dlaczego? Bo to oznacza, że będę musiała dłuuuuuuuugo poczekać na następny rozdział... No trudno, nie poradzę na to. Co do samego opowiadania, to jest świetne (wszystkie Twoje opowiadania są świetne, jedyny ich minus to to, jak długo trzeba na nie czekać...), chociaż rację ma ktoś, kto napisał, że Naruto jest tutaj mało wyrazisty, ale może taki jest Twój zamiar :P
    Trzymaj się i weny ;w;

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam,
    fantastyczny rozdział, przebywanie Naruto w pobliżu Sasuke wpływa na niego kojąco, i ten pocałunek, ciekawe co o nim myśli sam Naruto...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudo :D
    Nie zmieniła się jakość ani trochę ^^ Dalej się genialnie czyta ;)
    Pisz, nawet jeśli dużo Ci to zajmie, poczekam :D
    Życzę weny! Hania

    OdpowiedzUsuń
  16. Ani jakość tekstu, ani treść .nie uległy zmianie ;) odcinek bardzo mi się podoba... Tylko Sasu to Kretyn, tak zwiać po tym jak pocałował Naruciaka... Aż szkoda słów na mojego kochanego głupola...

    OdpowiedzUsuń